czwartek, 13 października 2016

wtorek, 9 września 2014

Happy Bday!!


Co za dzień! Zaczął się w nocy. Taki sen. Dom w niebie, że umysł nie ogarnął, a dusza łkała - z zachwytu - serio. Wieże diamentowe. Lśniące kopuły. Przedziwny system wielu zamków połączonych wiszącymi ogrodami. Zielonymi mostami. Ogromne place zabaw z nieznanymi gadżetami do zabawy - reagującymi na impulsy umysłu. Dominująca biel. Nie taka biel dulux. Taka niezwyczajna biel. Intensywnie świecąca, ale bez oślepiania. Jakiś taki nie do opisania rozmach, którego tutaj na ziemi nie ma i raczej nie będzie... nazwijcie mnie jak chcecie. Kompensacyjnym żałosnym świrem. Nieszkodliwym naiwniakiem. Rozczulającym panem wchodzącym w meandry kryzysu wieku średniego. Wiem swoje. Jest takie światło, z którego buduje się domy. Domy w niebie.

Happy Bday Marek!

poniedziałek, 30 czerwca 2014

żeby

gdybym był deszczem nie trwoniłbym się tak
jak wtedy gdy jestem. a ty. jeśli byłabyś szybą 
ustami rysowałbym na białej mgiełce usta.
my to wiemy.
sekretarz oddechów zliczy je wszystkie
on wie kiedy zamieniam się
z kroplami
i zapominam dokąd wiodą ślady
rozświetlonych łez.
możemy snuć się między odbiciami
i wiedzieć jaki kolor przybiera imię chmury
znikającej  
ale nie wiemy
i nie możemy tego wiedzieć
skąd dokąd
i po co

możemy tylko
i aż
wierzyć

czy to zbyt mało
żeby
?

czwartek, 15 maja 2014

My to po prostu mamy w naturze.

Zrozumiałem, dlaczego reżyserzy są tacy okropni. Chodzi o to, że chcesz, żeby wszystko się udało, a ludzie cię nie słuchają. Nie ma wtedy czasu na bycie miłym i delikatnym

George Lucas 

Czytam te słowa Lucasa, i jakoś mu nie wierzę... czy na całym świecie robi się tak filmy, jak u nas w Polsce, tzn. z galopującą nerwicą w głębokim odcieniu para-psychozy?

Przecież Amerykanie są uśmiechnięci, zawsze uśmiechnięci, czegokolwiek się nie tkną - są uśmiechnięci, zrelaksowani, ich konto łagodnie pęcznieje, a oni odpowiadają uśmiechem...

I co chodzi?

Jest sobie dokument z dość rozdmuchanym scenariuszem i raczej skromnym budżetem. Rzecz o historycznym postaciach ważnych dla historii pewnego regionu oraz pewnej fabryki. Właściwie to musimy zrobić film-kolaż o pewnych stu latach… pokazać najciekawsze wątki, mile widziane dramatyczne sytuacje, niezbędne napięcie i symbolizm scen z życia bohaterów... koniecznie zaakcentować moment ich decyzji, od których to, w tamtych czasach zależał los tysięcy ludzi.
a wszystko to okraszone komentarzem zawodowego (zresztą bardzo dobrego) aktora a la Wołoszański, który jako duch (na wzór chóru w tragedii greckiej) pojawia się w scenach komentując znaczenie i konsekwencje wyborów.

Dużo inscenizacji historycznych, kostiumy, make-up, światła, wózek, ramię, kamera, dźwięk… i siedemnaście wątków równoległych w mojej głowie; żaden procesor by chyba takiej wielowątkowości nie wytrzymał... marzyłem o fochu kilkadziesiąt razy. (powiedzmy sobie szczerze, że to raczej skromne marzenie, ale za to bardzo natrętne)

Nie zdążyłem powiedzieć... mam przyjemność "rezyserować" (kropka nad “z” pominięta z rozmysłem) to dzieło… jako kompletnie nieznany i tym bardziej kompletnie NIEUZNANY “rezyser kina akcji” (kropka nad “z” pominięta z rozmysłem).

Producent opanował sztukę motywacji do perfekcji… mniej więcej, co godzinę (włącznie z tymi godzinami w czasie realizacji filmu na planie) z całą życzliwością informował mnie: “nie ma już kasy na nic, będziemy musieli brać z naszych gaż… nie wiem, czy coś nam zostanie”.

Tak się robi, panie, kino w Polsce… i biada temu, jeśli cokolwiek lub kogokolwiek ośmieli się skrytykować.

Dlaczego Amerykanie robiąc filmy są: z r e l a k s o w a n i i u ś m i e c h n i ę c i? Pies jest pogrzebany w kasie?? nie sądzę...

My to po prostu mamy w naturze.