wtorek, 17 września 2019
czwartek, 13 października 2016
wtorek, 9 września 2014
Happy Bday!!
Co za dzień! Zaczął się w nocy. Taki sen. Dom w niebie, że umysł nie ogarnął, a dusza łkała - z zachwytu - serio. Wieże diamentowe. Lśniące kopuły. Przedziwny system wielu zamków połączonych wiszącymi ogrodami. Zielonymi mostami. Ogromne place zabaw z nieznanymi gadżetami do zabawy - reagującymi na impulsy umysłu. Dominująca biel. Nie taka biel dulux. Taka niezwyczajna biel. Intensywnie świecąca, ale bez oślepiania. Jakiś taki nie do opisania rozmach, którego tutaj na ziemi nie ma i raczej nie będzie... nazwijcie mnie jak chcecie. Kompensacyjnym żałosnym świrem. Nieszkodliwym naiwniakiem. Rozczulającym panem wchodzącym w meandry kryzysu wieku średniego. Wiem swoje. Jest takie światło, z którego buduje się domy. Domy w niebie.
Happy Bday Marek!
poniedziałek, 30 czerwca 2014
żeby
gdybym był deszczem nie trwoniłbym się tak
jak wtedy gdy jestem. a ty. jeśli byłabyś szybą
ustami rysowałbym na białej mgiełce usta.
my to wiemy.
sekretarz oddechów zliczy je wszystkie
on wie kiedy zamieniam się
z kroplami
i zapominam dokąd wiodą ślady
rozświetlonych łez.
możemy snuć się między odbiciami
i wiedzieć jaki kolor przybiera imię chmury
znikającej
ale nie wiemy
i nie możemy tego wiedzieć
skąd dokąd
i po co
możemy tylko
i aż
wierzyć
czy to zbyt mało
żeby
?
jak wtedy gdy jestem. a ty. jeśli byłabyś szybą
ustami rysowałbym na białej mgiełce usta.
my to wiemy.
sekretarz oddechów zliczy je wszystkie
on wie kiedy zamieniam się
z kroplami
i zapominam dokąd wiodą ślady
rozświetlonych łez.
możemy snuć się między odbiciami
i wiedzieć jaki kolor przybiera imię chmury
znikającej
ale nie wiemy
i nie możemy tego wiedzieć
skąd dokąd
i po co
możemy tylko
i aż
wierzyć
czy to zbyt mało
żeby
?
czwartek, 15 maja 2014
My to po prostu mamy w naturze.
Zrozumiałem, dlaczego reżyserzy są tacy okropni. Chodzi o to, że
chcesz, żeby wszystko się udało, a ludzie cię nie słuchają. Nie ma wtedy
czasu na bycie miłym i delikatnym
George Lucas
Czytam te słowa Lucasa, i jakoś mu nie wierzę... czy na całym świecie robi się tak filmy, jak u nas w Polsce, tzn. z galopującą nerwicą w głębokim odcieniu para-psychozy?
Przecież Amerykanie są uśmiechnięci, zawsze uśmiechnięci, czegokolwiek się nie tkną - są uśmiechnięci, zrelaksowani, ich konto łagodnie pęcznieje, a oni odpowiadają uśmiechem...
I co chodzi?
Jest sobie dokument z dość rozdmuchanym scenariuszem i raczej skromnym budżetem. Rzecz o historycznym postaciach ważnych dla historii pewnego regionu oraz pewnej fabryki. Właściwie to musimy zrobić film-kolaż o pewnych stu latach… pokazać najciekawsze wątki, mile widziane dramatyczne sytuacje, niezbędne napięcie i symbolizm scen z życia bohaterów... koniecznie zaakcentować moment ich decyzji, od których to, w tamtych czasach zależał los tysięcy ludzi.
a wszystko to okraszone komentarzem zawodowego (zresztą bardzo dobrego) aktora a la Wołoszański, który jako duch (na wzór chóru w tragedii greckiej) pojawia się w scenach komentując znaczenie i konsekwencje wyborów.
Dużo inscenizacji historycznych, kostiumy, make-up, światła, wózek, ramię, kamera, dźwięk… i siedemnaście wątków równoległych w mojej głowie; żaden procesor by chyba takiej wielowątkowości nie wytrzymał... marzyłem o fochu kilkadziesiąt razy. (powiedzmy sobie szczerze, że to raczej skromne marzenie, ale za to bardzo natrętne)
Nie zdążyłem powiedzieć... mam przyjemność "rezyserować" (kropka nad “z” pominięta z rozmysłem) to dzieło… jako kompletnie nieznany i tym bardziej kompletnie NIEUZNANY “rezyser kina akcji” (kropka nad “z” pominięta z rozmysłem).
Producent opanował sztukę motywacji do perfekcji… mniej więcej, co godzinę (włącznie z tymi godzinami w czasie realizacji filmu na planie) z całą życzliwością informował mnie: “nie ma już kasy na nic, będziemy musieli brać z naszych gaż… nie wiem, czy coś nam zostanie”.
Tak się robi, panie, kino w Polsce… i biada temu, jeśli cokolwiek lub kogokolwiek ośmieli się skrytykować.
Dlaczego Amerykanie robiąc filmy są: z r e l a k s o w a n i i u ś m i e c h n i ę c i? Pies jest pogrzebany w kasie?? nie sądzę...
My to po prostu mamy w naturze.
Czytam te słowa Lucasa, i jakoś mu nie wierzę... czy na całym świecie robi się tak filmy, jak u nas w Polsce, tzn. z galopującą nerwicą w głębokim odcieniu para-psychozy?
Przecież Amerykanie są uśmiechnięci, zawsze uśmiechnięci, czegokolwiek się nie tkną - są uśmiechnięci, zrelaksowani, ich konto łagodnie pęcznieje, a oni odpowiadają uśmiechem...
I co chodzi?
Jest sobie dokument z dość rozdmuchanym scenariuszem i raczej skromnym budżetem. Rzecz o historycznym postaciach ważnych dla historii pewnego regionu oraz pewnej fabryki. Właściwie to musimy zrobić film-kolaż o pewnych stu latach… pokazać najciekawsze wątki, mile widziane dramatyczne sytuacje, niezbędne napięcie i symbolizm scen z życia bohaterów... koniecznie zaakcentować moment ich decyzji, od których to, w tamtych czasach zależał los tysięcy ludzi.
a wszystko to okraszone komentarzem zawodowego (zresztą bardzo dobrego) aktora a la Wołoszański, który jako duch (na wzór chóru w tragedii greckiej) pojawia się w scenach komentując znaczenie i konsekwencje wyborów.
Dużo inscenizacji historycznych, kostiumy, make-up, światła, wózek, ramię, kamera, dźwięk… i siedemnaście wątków równoległych w mojej głowie; żaden procesor by chyba takiej wielowątkowości nie wytrzymał... marzyłem o fochu kilkadziesiąt razy. (powiedzmy sobie szczerze, że to raczej skromne marzenie, ale za to bardzo natrętne)
Nie zdążyłem powiedzieć... mam przyjemność "rezyserować" (kropka nad “z” pominięta z rozmysłem) to dzieło… jako kompletnie nieznany i tym bardziej kompletnie NIEUZNANY “rezyser kina akcji” (kropka nad “z” pominięta z rozmysłem).
Producent opanował sztukę motywacji do perfekcji… mniej więcej, co godzinę (włącznie z tymi godzinami w czasie realizacji filmu na planie) z całą życzliwością informował mnie: “nie ma już kasy na nic, będziemy musieli brać z naszych gaż… nie wiem, czy coś nam zostanie”.
Tak się robi, panie, kino w Polsce… i biada temu, jeśli cokolwiek lub kogokolwiek ośmieli się skrytykować.
Dlaczego Amerykanie robiąc filmy są: z r e l a k s o w a n i i u ś m i e c h n i ę c i? Pies jest pogrzebany w kasie?? nie sądzę...
My to po prostu mamy w naturze.
niedziela, 4 maja 2014
smutno-radosny papug
kim jestem?
- mogłaby zapytać małpa
i natychmiast musiałaby stać się kimś innym
na przykład mną
po to tylko
żeby dostać odpowiedź
kim już nie jest
i jakoś nie dowierzam (sobie)
by mogła zrozumieć
kim jestem?
- powtórzyłbym pytanie
niejako w imieniu małpy
poniekąd również w swoim własnym
odpowiedź musiałbym ujrzeć
w tęczówce Nieskończonego
bo czas jest łgarzem
handlarzem przeterminowanych imion
mam od niego liczne gwarancje
daty ważności
blaknący pod gwiazdami stempel tożsamości
a co jest za gwiazdami?
za gwiazdami są pahmutlyrfixgdy
nie wiem co to są “pahmutlyrfixgdy”
oprócz tego,że są tam
gdzie gwiazd już nie ma
studiowanie własnego skomplikowania
kończy się nerwicą składnia i rozkładania
sprzecznych ciągów alibi
trampek obok
symbolizuje pragnienie ekstazy
tak
wiem
za moimi plecami
są kolorowe światełka
sobota, 19 kwietnia 2014
oferta
wszystkie oferty są do odrzucenia oprócz jednej jedynej oferty życia wiecznego, oferty zbawienia od Jezusa Chrystusa.
środa, 16 kwietnia 2014
wtorek, 8 kwietnia 2014
czwartek, 27 marca 2014
szachy z super-komputerem firmy Orange
to, że super-komputery firmy Orange z działu WINDYKACJA - pisownia oryginalna - przegrałyby w szachy z Kasparowem, nie ulaga żadnej wątpliwości. Orange używa w smsach wersaliki na nazwę działu, pionu czy tak, jak oni uwielbiają na to mówić: “departamentu”. Wersaliki to jakby złowrogi krzyk, ale dla spotęgowania przerażenia, wyszeptany, bezgłośny krzyk tuż nad uchem: W I N D Y K A C J A! kto im wymyśla te bzdury? założe się, że jakiś guru polskiego marketingu za wymyślenie im formatowania smsu z działu WINDYKACJA zarobił już na dwa maybachy. dostałem od takiego super-komputera upomnienie, naganę, przestrogę (i to wszystko w jednym), że jak nie zapłacę faktury z dnia 16.02.2014, to mi zablokują “usługę mobilną” (tak jakby brzydzili się napisać zwyczajne słowo: telefon); dla ułatwienia dodam, że tydzień wcześniej dostałem od nich smsa, w którym to gratulowali mi uregulowanie faktury z dnia 16.02.2014r. ale w treści tego smsa nie było ani jednego wersalika. zanim przedarłem się przez gąszcz nachalnych reklam, zbędnych informacji oraz życzliwych wskazówek dukanych przez automatycznego spikera Iwonę minęło sporo sekund, naliczanych zgodnie ze standardową taryfą; była też muzyka, która mi umilała czas oczekiwania na połączenie z konsultantem; tym razem trafiłem na konsultanta z niszowego ekosystemu dżungli komunikacyjnej z gatunku: rzeczowy. otóż ustalił on, że super-komputer z niewyjaśnionych przyczyn wygenerował błędną informację, bo jak zauważył, faktura z dnia 16.02.2014 faktycznie była zapłacona 9 dni temu.; i kulturalnie przeprosił w imieniu firmy Orange za ów błąd; moze sie czepiam, ale myślę czasami, czy i ja nie wygrałbym w szachy z takim super-komputerem firmy Orange z działu WINDYKACJA…………
czwartek, 6 marca 2014
sedno
przeczytałem gdzieś nie pamiętam gdzie
leży sedno. teraz szukam tej gazety
linku nie wiem luźnej kartki z Nocy i dni
kieszenie wywracam na lewą stronę
i dziury w nich
to był taki bardzo krótki akapit o tym
że trzeba mieć w sobie to coś żeby
i właśnie dalej zapominałem. pamiętam tylko
że to coś leżało blisko sedna. można nawet powiedzieć
że było to jedno i to samo.
gdyby mój wzrok natrafił na to
od razu bym wiedział że to jest to
ale nie natrafia. czytam o farbach do włosów
spadku kursu dolara i Franzu Kafce
w nadziei
że się pojawi. aha. ten bardzo krótki akapit
napisał jakiś doktor. nie wiem czy w sensie lekarz
czy może to był stopień naukowy.
zresztą to wyglądało trochę jak recepta
na jakiś wyciąg
ale z czego? nie pytajcie.
poniedziałek, 3 marca 2014
łzy na desce
na Ukrainie i w Rosji płaczą ikony
przestrzelona głowa na wylot
wciąż jeszcze przemawia
sugestywniej
od podejrzanych łez na desce
człowiek zachodu pisze na FB komentarz:
Kaczyński cały czas płacze ze swoim kotem
co jeszcze musi ronić łzy
żeby zrozumiał?
czy wielka łza wszechświata go przekona?
która z poetyk kropli go poruszy
krwi potu czy płaczu?
uszczelnił się na wszystkie
i nic nie potrafi nim wstrząsnąć?
może jedynie
płyta kontynentalna
pocierająca jedna o drugą
wciąż jeszcze przemawia
sugestywniej
od podejrzanych łez na desce
czwartek, 27 lutego 2014
typowe nietypowe
coś nietypowego dzieje się w mem wnętrzu, kiedy tyle świadomości ludzkich koncentruje się na pączku;
zjadłem dwa
potem miałem ochotę zjeść jeszcze dwa
ale to było typowe
nietypowy był pomysł, żeby napisać wiersz o pączku
odrzucony
opowiadanie o pączku?
odrzucony
no to może haiku?
ależ tak! to jest to!
zabrałem się z entuzjazmem do pracy…
jak ugryźć pączka “haikowo”?
przed mem wzrokiem stanęły natychmiast
palce w lukrze
i to też było nietypowe
bo typowe byłyby: pączek-zebra (z ajerkoniakiem), a także pączek-polukrowany (z marmoladą)
ale nie
palce w lukrze
wychodząc od palców w lukrze trudno będzie zaznaczyć porę roku, tak istotną w haiku, jak i również efekt patyny, czyli, jak ja to nazywam na własny użytek efekt “zardzewiałej fizyczności świata”
mimo wszystko spróbowałem
palce w lukrze
kleją się do kierownicy
gdy z pączkiem w zębach włączam kierunkowskaz
ostatni wers stanowczo za długi
poza tym brak śladów przyrody, zaznaczenia pory roku i efektu patyny
co tu robić?
postanowiłem powalczyć dalej
- Haiku jest tylko dla wytrwałych! - mawiał mój profesor Haiku, którego zawsze chciałem mieć, a którego nie było.
lutowe słońce
czerwone oko nadgryzionego pączka
palce w lukrze
przyroda niby jest, bo “słońce” to w końcu też przyroda, na trochę “tanią” zagrywkę wychodzi oznaczenie pory roku przymiotnikiem “lutowe”; nadgryzienie spokojnie może uchodzić za efekt przemijania, patyny; w sumie haiku jak się patrzy…
ale mi podoba się średnio
i to jest typowe
piątek, 14 lutego 2014
cytat na walentynki
"Kochać znaczy w ogóle wystawić się na zranienie. Pokochaj cokolwiek, a Twoje serce z pewnością odczuje ból, a może nawet zostanie złamane.
Jeśli chcesz mieć pewność utrzymania serca w stanie nienaruszonym, nie wolno Ci go ofiarować nikomu, nawet zwierzęciu. Otul je ostrożnie swoim hobby i odrobiną luksusu, unikaj wszelkich komplikacji, zamknij je bezpiecznie w szkatule lub trumnie własnego egoizmu. Ale w tej szkatule - bezpieczne, w ciemności, w bezruchu, bez powietrza - ono się zmieni. Nie będzie złamane, nie, ono stanie się nie do złamania, nieprzystepne, zatwardziałe…
Jedynym miejscem poza Niebem gdzie możesz być doskonale zabezpieczony przed wszystkimi niebezpieczeństwami…miłości, jest Piekło"
Jeśli chcesz mieć pewność utrzymania serca w stanie nienaruszonym, nie wolno Ci go ofiarować nikomu, nawet zwierzęciu. Otul je ostrożnie swoim hobby i odrobiną luksusu, unikaj wszelkich komplikacji, zamknij je bezpiecznie w szkatule lub trumnie własnego egoizmu. Ale w tej szkatule - bezpieczne, w ciemności, w bezruchu, bez powietrza - ono się zmieni. Nie będzie złamane, nie, ono stanie się nie do złamania, nieprzystepne, zatwardziałe…
Jedynym miejscem poza Niebem gdzie możesz być doskonale zabezpieczony przed wszystkimi niebezpieczeństwami…miłości, jest Piekło"
/C.S. Lewis - "Cztery miłości"/
środa, 12 lutego 2014
neuro-harfa w głębi niedostępnej jaskini
i przyszedł ten moment, cisza, spokój, palce na klawiaturze, czas pisać scenariusz…
i co?
i nico.
a właściwie to samo, co zwykle. brak jakiegoś tam pliku ostatniej wersji tekstu, i twórcza katarakta gotowa. a to żona zadzwoni, bo nie wie jakie ma pociągi powrotne z końca świata; a to M. zadzwoni, bo nie wie, czy skanować fotografie do pdf czy do jpg.
do jakiej pustej jaskini, w jak wysoko położonej skale musiałbym wpełznąć, żeby nic mnie nie rozpraszało?
a pusta jaskinia byłaby prawie pusta. bo na bank byłyby tam nietoperze, całe połacie przyklejonych do sufitu nietoperzy;
i one nie spałyby, tylko latały w te i we w te;
a mnie to by denerwowało;
a one grałyby na strzępach mych nerwów; rodzaj latających palców. rodzaj neuro-harfy.
i bateria laptopa by się wyczerpała i musiałbym zejść do hotelu, żeby włożyć kabel do gniazdka i poczekać parę godzin;
no to bym włączył telewizor i tępo wpatrzony w migający ekran obezwładniałbym, rwałbym i oddawał na pożarcie ostatnie struny neuro-harfy;
a tam film o scenarzyście, co siedzi przed monitorem laptopa, cisza, spokój, palce na klawiaturze, i on też ma kryzys twórczy;
ale w odróżnieniu ode mnie, on go przełamuje, i to zaledwie w ciągu dwóch godzin fabuły; a na końcu dostaje Oskara, lecz ja mu szczerze nie zazdroszczę;
wolę swą jaskinię z nietoperzową neurozą, i lapotem z pustą kartką wirtualnej bieli;
co by było, gdyby bateria miała niewyczerpywalną energię?
piątek, 31 stycznia 2014
Niebiańska wersja cheeseburgerów
Nie ma większego szczęścia niż “doświadczać” Bożego Błogosławieństwa. Doświadczać napisałem w cudzysłowie, bo nie wiem, jakich użyć słów, by wyrazić tę rzeczywistość… na sobie, w sobie i obok siebie, poza sobą i wszędzie...
Wszystkie małe radości, uniesienia i zachwyty o tyle mają sens o ile ustępują pierwszeństwa właśnie tej największej i najważniejszej Radości, jaką jest Boże Błogosławieństwo.
Kiedyś w McDonaldzie usiadłem do swej tacy z “czisami”, frytkami i małą kawą. Odruchowo wyciągnąłem rękę do znaku krzyża (to u mnie jest już zwyczajem, przed każdym posiłkiem robię znak krzyża i już), ale wtedy poczułem na sobie wzrok kilku młodych osób siedzących naprzeciwko parę metrów ode mnie. Moja dłoń niespodziewanie zawisła w powietrzu. Nie wiem, jaki to był wzrok, pełen politowania, pogardy czy może zimnej obojętności, nie spojrzałem w ich stronę, żeby to sprawdzić.
I wtedy powiedziałem w duchu: “ Boże, Ty jesteś moim błogosławieństwem, nie przekleństwem”. I po tym najkrótszym wyznaniu wiary, bez najmniejszego przymusu zrobiłem znak krzyża.
Te cheeseburgery, frytki i kawa smakowały mi wtedy jak nigdy wcześniej, i jak nigdy potem. Tak jakbym jadł ich niebiańską wersję...
wtorek, 21 stycznia 2014
nieboskłony
może byłbym bardziej lśniący księżycu gdybyś
we mnie pył znikający rozświetlił
który opada srebrną powieką w ziemię
jestem w promieniach słońca jak niewidzące zwierciadło zanurzyłbym się
głębiej niż deszcz ślepych gwiazd w noc jak w
ciemny blask klejnotów oślepiających świt
wschodzącego cienia zasypiam bez źrenic nieboskłonów
we mnie pył znikający rozświetlił
który opada srebrną powieką w ziemię
jestem w promieniach słońca jak niewidzące zwierciadło zanurzyłbym się
głębiej niż deszcz ślepych gwiazd w noc jak w
ciemny blask klejnotów oślepiających świt
wschodzącego cienia zasypiam bez źrenic nieboskłonów
sobota, 7 grudnia 2013
Gdybym nie był katolikiem
"Gdybym nie był katolikiem i szukałbym w dzisiejszym świecie prawdziwego Kościoła, szukałbym tego jedynego Kościoła, który nie układa się ze światem; innymi słowy, szukałbym Kościoła, którego świat nienawidzi. Powodem, dla którego tak uważam jest to, że jeśli Chrystus jest w którymkolwiek z dzisiejszych kościołów, musi być znienawidzony tak samo, jak nienawidzili Go, gdy przebywał na ziemi w swym Ciele. Jeśli chcesz dzisiaj odnaleźć Chrystusa, szukaj Kościoła, który nie jest w dobrych stosunkach ze światem. Szukaj Kościoła, którego świat nienawidzi tak samo, jak niewnawidził Chrystusa Szukaj Kościoła, który oskarża się o bycie zacofanym, tak samo jak nas Pan był oskarżany o bycie ignorantem i nieukiem. Rozglądaj się za Kościołem, z któego ludzie natrząsają się, że pod względem społecznym jest nieżyciowy, tak samo jak wyśmiewali się z naszego Pana, bo pochodził z Nazaretu. Szukaj Kościoła, który oskarża się o to, że ma diabła, bo o naszym Panu również mówiono, że wyrzuca diabły Belzebubem. Szukaj Kościoła, który - jak ponoć ludzie wierzący sądzą - musi znostać zniszczony w imię Boga, tak jak ludzie ukrzyżowali Chrystusa myśląc, że w ten sposób oddali chwałę Bogu. Szukaj Kościoła, który został odrzucony przez świat ponieważ twierdzi, że naucza w sposób nieomylny, podobnież jak Piłat odrzucił Chrystusa, gdy ten mu rzekł "ja jestem Prawdą". Szukaj Kościoła odrzuconego przez świat tak samo, jak świat odrzucił naszego Pana. (...) Szukaj Kościoła, który jest nieskończenie kochany i nieskończenie znienawidzony, tak jak Pan Jezus. Bo tylko to, co Boże może być nieskończenie znienawidzone i nieskończenie kochane. Bo Kościół jest Boży. "
abp Fulton J. Sheen, Radio Replies, Vol. 1, p IX, Rumble & Carty, Tan Publishing
piątek, 4 października 2013
Todd White - chrześcijaństwo i psychologia
Warto posłuchać tego człowieka, żeby zrozumieć, że ta wojna jest "nie przeciwko krwi i ciału" (naturze ludzkiej) ale "przeciw mocom, zwierzchnościom" (szatanowi i demonom).
Subskrybuj:
Posty (Atom)



