gdybym był deszczem nie trwoniłbym się tak
jak wtedy gdy jestem. a ty. jeśli byłabyś szybą
ustami rysowałbym na białej mgiełce usta.
my to wiemy.
sekretarz oddechów zliczy je wszystkie
on wie kiedy zamieniam się
z kroplami
i zapominam dokąd wiodą ślady
rozświetlonych łez.
możemy snuć się między odbiciami
i wiedzieć jaki kolor przybiera imię chmury
znikającej
ale nie wiemy
i nie możemy tego wiedzieć
skąd dokąd
i po co
możemy tylko
i aż
wierzyć
czy to zbyt mało
żeby
?
poniedziałek, 30 czerwca 2014
czwartek, 15 maja 2014
My to po prostu mamy w naturze.
Zrozumiałem, dlaczego reżyserzy są tacy okropni. Chodzi o to, że
chcesz, żeby wszystko się udało, a ludzie cię nie słuchają. Nie ma wtedy
czasu na bycie miłym i delikatnym
George Lucas
Czytam te słowa Lucasa, i jakoś mu nie wierzę... czy na całym świecie robi się tak filmy, jak u nas w Polsce, tzn. z galopującą nerwicą w głębokim odcieniu para-psychozy?
Przecież Amerykanie są uśmiechnięci, zawsze uśmiechnięci, czegokolwiek się nie tkną - są uśmiechnięci, zrelaksowani, ich konto łagodnie pęcznieje, a oni odpowiadają uśmiechem...
I co chodzi?
Jest sobie dokument z dość rozdmuchanym scenariuszem i raczej skromnym budżetem. Rzecz o historycznym postaciach ważnych dla historii pewnego regionu oraz pewnej fabryki. Właściwie to musimy zrobić film-kolaż o pewnych stu latach… pokazać najciekawsze wątki, mile widziane dramatyczne sytuacje, niezbędne napięcie i symbolizm scen z życia bohaterów... koniecznie zaakcentować moment ich decyzji, od których to, w tamtych czasach zależał los tysięcy ludzi.
a wszystko to okraszone komentarzem zawodowego (zresztą bardzo dobrego) aktora a la Wołoszański, który jako duch (na wzór chóru w tragedii greckiej) pojawia się w scenach komentując znaczenie i konsekwencje wyborów.
Dużo inscenizacji historycznych, kostiumy, make-up, światła, wózek, ramię, kamera, dźwięk… i siedemnaście wątków równoległych w mojej głowie; żaden procesor by chyba takiej wielowątkowości nie wytrzymał... marzyłem o fochu kilkadziesiąt razy. (powiedzmy sobie szczerze, że to raczej skromne marzenie, ale za to bardzo natrętne)
Nie zdążyłem powiedzieć... mam przyjemność "rezyserować" (kropka nad “z” pominięta z rozmysłem) to dzieło… jako kompletnie nieznany i tym bardziej kompletnie NIEUZNANY “rezyser kina akcji” (kropka nad “z” pominięta z rozmysłem).
Producent opanował sztukę motywacji do perfekcji… mniej więcej, co godzinę (włącznie z tymi godzinami w czasie realizacji filmu na planie) z całą życzliwością informował mnie: “nie ma już kasy na nic, będziemy musieli brać z naszych gaż… nie wiem, czy coś nam zostanie”.
Tak się robi, panie, kino w Polsce… i biada temu, jeśli cokolwiek lub kogokolwiek ośmieli się skrytykować.
Dlaczego Amerykanie robiąc filmy są: z r e l a k s o w a n i i u ś m i e c h n i ę c i? Pies jest pogrzebany w kasie?? nie sądzę...
My to po prostu mamy w naturze.
Czytam te słowa Lucasa, i jakoś mu nie wierzę... czy na całym świecie robi się tak filmy, jak u nas w Polsce, tzn. z galopującą nerwicą w głębokim odcieniu para-psychozy?
Przecież Amerykanie są uśmiechnięci, zawsze uśmiechnięci, czegokolwiek się nie tkną - są uśmiechnięci, zrelaksowani, ich konto łagodnie pęcznieje, a oni odpowiadają uśmiechem...
I co chodzi?
Jest sobie dokument z dość rozdmuchanym scenariuszem i raczej skromnym budżetem. Rzecz o historycznym postaciach ważnych dla historii pewnego regionu oraz pewnej fabryki. Właściwie to musimy zrobić film-kolaż o pewnych stu latach… pokazać najciekawsze wątki, mile widziane dramatyczne sytuacje, niezbędne napięcie i symbolizm scen z życia bohaterów... koniecznie zaakcentować moment ich decyzji, od których to, w tamtych czasach zależał los tysięcy ludzi.
a wszystko to okraszone komentarzem zawodowego (zresztą bardzo dobrego) aktora a la Wołoszański, który jako duch (na wzór chóru w tragedii greckiej) pojawia się w scenach komentując znaczenie i konsekwencje wyborów.
Dużo inscenizacji historycznych, kostiumy, make-up, światła, wózek, ramię, kamera, dźwięk… i siedemnaście wątków równoległych w mojej głowie; żaden procesor by chyba takiej wielowątkowości nie wytrzymał... marzyłem o fochu kilkadziesiąt razy. (powiedzmy sobie szczerze, że to raczej skromne marzenie, ale za to bardzo natrętne)
Nie zdążyłem powiedzieć... mam przyjemność "rezyserować" (kropka nad “z” pominięta z rozmysłem) to dzieło… jako kompletnie nieznany i tym bardziej kompletnie NIEUZNANY “rezyser kina akcji” (kropka nad “z” pominięta z rozmysłem).
Producent opanował sztukę motywacji do perfekcji… mniej więcej, co godzinę (włącznie z tymi godzinami w czasie realizacji filmu na planie) z całą życzliwością informował mnie: “nie ma już kasy na nic, będziemy musieli brać z naszych gaż… nie wiem, czy coś nam zostanie”.
Tak się robi, panie, kino w Polsce… i biada temu, jeśli cokolwiek lub kogokolwiek ośmieli się skrytykować.
Dlaczego Amerykanie robiąc filmy są: z r e l a k s o w a n i i u ś m i e c h n i ę c i? Pies jest pogrzebany w kasie?? nie sądzę...
My to po prostu mamy w naturze.
niedziela, 4 maja 2014
smutno-radosny papug
kim jestem?
- mogłaby zapytać małpa
i natychmiast musiałaby stać się kimś innym
na przykład mną
po to tylko
żeby dostać odpowiedź
kim już nie jest
i jakoś nie dowierzam (sobie)
by mogła zrozumieć
kim jestem?
- powtórzyłbym pytanie
niejako w imieniu małpy
poniekąd również w swoim własnym
odpowiedź musiałbym ujrzeć
w tęczówce Nieskończonego
bo czas jest łgarzem
handlarzem przeterminowanych imion
mam od niego liczne gwarancje
daty ważności
blaknący pod gwiazdami stempel tożsamości
a co jest za gwiazdami?
za gwiazdami są pahmutlyrfixgdy
nie wiem co to są “pahmutlyrfixgdy”
oprócz tego,że są tam
gdzie gwiazd już nie ma
studiowanie własnego skomplikowania
kończy się nerwicą składnia i rozkładania
sprzecznych ciągów alibi
trampek obok
symbolizuje pragnienie ekstazy
tak
wiem
za moimi plecami
są kolorowe światełka
sobota, 19 kwietnia 2014
oferta
wszystkie oferty są do odrzucenia oprócz jednej jedynej oferty życia wiecznego, oferty zbawienia od Jezusa Chrystusa.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


