piątek, 14 lutego 2014

cytat na walentynki

"Kochać znaczy w ogóle wystawić się na zranienie. Pokochaj cokolwiek, a Twoje serce z pewnością odczuje ból, a może nawet zostanie złamane.

Jeśli chcesz mieć pewność utrzymania serca w stanie nienaruszonym, nie wolno Ci go ofiarować nikomu, nawet zwierzęciu. Otul je ostrożnie swoim hobby i odrobiną luksusu, unikaj wszelkich komplikacji, zamknij je bezpiecznie w szkatule lub trumnie własnego egoizmu. Ale w tej szkatule - bezpieczne, w ciemności, w bezruchu, bez powietrza - ono się zmieni. Nie będzie złamane, nie, ono stanie się nie do złamania, nieprzystepne, zatwardziałe…

Jedynym miejscem poza Niebem gdzie możesz być doskonale zabezpieczony przed wszystkimi niebezpieczeństwami…miłości, jest Piekło"
 

/C.S. Lewis - "Cztery miłości"/

środa, 12 lutego 2014

neuro-harfa w głębi niedostępnej jaskini

i przyszedł ten moment, cisza, spokój, palce na klawiaturze, czas pisać scenariusz…
i co?
i nico.
a właściwie to samo, co zwykle. brak jakiegoś tam pliku ostatniej wersji tekstu, i twórcza katarakta gotowa. a to żona zadzwoni, bo nie wie jakie ma pociągi powrotne z końca świata; a to M. zadzwoni, bo nie wie, czy skanować fotografie do pdf czy do jpg.
do jakiej pustej jaskini, w jak wysoko położonej skale musiałbym wpełznąć, żeby nic mnie nie rozpraszało?
a pusta jaskinia byłaby prawie pusta. bo na bank byłyby tam nietoperze, całe połacie przyklejonych do sufitu nietoperzy;
i one nie spałyby, tylko latały w te i we w te;
a mnie to by denerwowało;
a one grałyby na strzępach mych nerwów; rodzaj latających palców. rodzaj neuro-harfy.
i bateria laptopa by się wyczerpała i musiałbym zejść do hotelu, żeby włożyć kabel do gniazdka i poczekać parę godzin; 
no to bym włączył telewizor i tępo wpatrzony w migający ekran obezwładniałbym, rwałbym i oddawał na pożarcie ostatnie struny neuro-harfy;
a tam film o scenarzyście, co siedzi przed monitorem laptopa, cisza, spokój, palce na klawiaturze, i on też ma kryzys twórczy;
ale w odróżnieniu ode mnie, on go przełamuje, i to zaledwie w ciągu dwóch godzin fabuły; a na końcu dostaje Oskara, lecz ja mu szczerze nie zazdroszczę;
wolę swą jaskinię z nietoperzową neurozą, i lapotem z pustą kartką wirtualnej bieli;
co by było, gdyby bateria miała niewyczerpywalną energię?

piątek, 31 stycznia 2014

Niebiańska wersja cheeseburgerów

Nie ma większego szczęścia niż “doświadczać” Bożego Błogosławieństwa. Doświadczać napisałem w cudzysłowie, bo nie wiem, jakich użyć słów, by wyrazić tę rzeczywistość… na sobie, w sobie i obok siebie, poza sobą i wszędzie...

Wszystkie małe radości, uniesienia i zachwyty o tyle mają sens o ile ustępują pierwszeństwa właśnie tej największej i najważniejszej Radości, jaką jest Boże Błogosławieństwo.
Kiedyś w McDonaldzie usiadłem do swej tacy z “czisami”, frytkami i małą kawą. Odruchowo wyciągnąłem rękę do znaku krzyża (to u mnie jest już zwyczajem, przed każdym posiłkiem robię znak krzyża i już), ale wtedy poczułem na sobie wzrok kilku młodych osób siedzących naprzeciwko parę metrów ode mnie. Moja dłoń niespodziewanie zawisła w powietrzu. Nie wiem, jaki to był wzrok, pełen politowania, pogardy czy może zimnej obojętności, nie spojrzałem w ich stronę, żeby to sprawdzić.
I wtedy powiedziałem w duchu: “ Boże, Ty jesteś moim błogosławieństwem, nie przekleństwem”. I po tym najkrótszym wyznaniu wiary, bez najmniejszego przymusu zrobiłem znak krzyża.

Te cheeseburgery, frytki i kawa smakowały mi wtedy jak nigdy wcześniej, i jak nigdy potem. Tak jakbym jadł ich niebiańską wersję...

wtorek, 21 stycznia 2014

nieboskłony

może byłbym bardziej              lśniący                                  księżycu                             gdybyś
we mnie                                    pył                                        znikający                            rozświetlił
który                                          opada                                   srebrną powieką w            ziemię       
jestem                                       w promieniach słońca jak    niewidzące zwierciadło     zanurzyłbym się
głębiej niż                                 deszcz                                  ślepych gwiazd                  w noc jak w       
ciemny blask                             klejnotów                             oślepiających                     świt
wschodzącego cienia               zasypiam                              bez źrenic                          nieboskłonów