czwartek, 3 stycznia 2013

Hobbit bez pierścienia i rodowodu


Bez Twej łaski, Panie, jestem niczym, nawet zdania nie potrafię sklecić, a co dopiero napisać powieść.
Gdy kładę dłonie na klawiaturze…
Twoja dobroć i niezrównana łagodność jest wyczuwalna. Twój niezwykły uśmiech przebija się przez czas i materię, tu i teraz. Trzeba się rozpisać. Z całą pewnością straciłem wprawę, ale nie to jest najważniejsze. Istnieje jednak zasadnicza różnica między czasem pisania pierwszego tomu, a czasem teraźniejszym, gdy po raz pierwszy od wielu miesięcy, tego właśnie wieczoru zasiadłem do laptopa. Przede wszystkim nie ma presji. Tej uciążliwej, wewnętrznej presji, by pisać; pisać dużo, szybko i perfekcyjnie, bo czas ucieka. Nie ma udręczającego niepokoju, że oto moje szanse stania się pisarzem maleją wprost proporcjonalnie do upływających sekund. Jest głęboki pokój. Tak bardzo głęboki, że trwam w szczerym zadziwieniu dla wszystkich Twych dzieł, Trójco Przenajświętsza! Pokój serca i umysłu. Pokój, o którym rok temu mogłem tylko pomarzyć.
Pisanie pierwszego tomu mojej książki było stanem totalnej wojny. Dziś dostrzegam ten prosty fakt ze szczególną jasnością. To była wojna wytyczona przeciwko mej pysze. Włos się jeży na głowie widząc, jaki byłem (i jeszcze jestem): niefrasobliwym, aroganckim ryzykantem, ochoczo pakującym się w mrok, beztrosko rzucającym rękawicę siłom ciemności, ufającym butnie w swe duchowe możliwości.
Boże mój, jakim ja jestem głupcem. Co ja sobie myślałem? Że taki kozak jak ja może odbywać regularne sparingi z diabłem, aby sobie poprawić duchową sylwetkę? Wychodzić bez szwanku z każdej opresji, jakbym był co najmniej mistrzem MMA w kategorii niewidzialnych potyczek? I może jeszcze do tego wagi ciężkiej? Przecież ja nawet na piórkową się nie załapuję. Takim jestem radosnym ignorantem!
Wybacz mi, Panie Boże, mą zuchwałość. Jedyne, co może mnie usprawiedliwiać to niekłamane pragnienie niesienia Twej chwały. Być może właśnie to pragnienie uratowało mnie od nieodwracalnego upadku. To, że nie uległem pewnym pokusom, które diabeł rzucał raz z zajadłością, innym razem z subtelną przebiegłością jest dla mnie niezaprzeczalnym cudem. Co ja mówię? Uratowała mnie Twa łaska, Panie Jezu, Promienie Twego Nieskończonego Miłosierdzia, a to pragnienie – które również pochodziło z Twego niewyczerpanego skarbca darów – było niejako otwartym oknem w mej duszy, pierwszą możliwością, wolną przestrzenią na jakikolwiek ruch Twej świętej łaski. Poranek nie zaleje swym światłem ciemnego i stęchłego pokoju, nie wpuści do środka świeżej bryzy powietrza jeśli mieszkaniec nie odsłoni kotar i nie otworzy okna.
Szukając dla siebie odpowiedniej skali w świecie ducha w końcu znalazłem. Oto do jakiego wniosku doszedłem: jestem hobbitem, ale bez rodowodu Bagginsa – Tuka, jak Bilbo, czy Frodo; hobbitem bez pierścienia władcy mroku z Mordoru, a co się z tym wiąże, bez możliwości uratowania Śródziemia poprzez wrzucenie go do pierwotnego ognia, z którego powstał; niestety również hobbitem pozbawionym osobistego uroku, za który kochamy od pierwszych stron i Bilba i Frodo (głównie za równoczesną małość i wielkość zabawnie wplątane w ich hobbickie charaktery i losy).
Jestem hobbitem, który sobie ubzdurał, że jest dostojnym i potężnym elfem, zamaskowanym w groteskowym hobbicie. Jakie to szczęście, że nie do końca w to uwierzyłem.
I na koniec zdradzę jeden z sekretów: Bóg ulega urokowi naszej małości, kiedy my sami, potrafimy docenić jej bardzo subtelne piękno. Czasem możemy poczuć na sobie miłosne spojrzenie Boga, gdy sami patrzymy na dziecko.

poniedziałek, 31 grudnia 2012

wystarczy być nagim

nie bój się
idź wewnątrz Promienia
ciemność choć ubiera naszą twarz
jest na zewnątrz
Miłosierdzie Boże jest światłością
wystarczy być nagim

sobota, 15 grudnia 2012

dziwny taniec z pudełkami


zaraz, zaraz... jakie święta?
wygląda na to, że cały ten okołochoinkowo-prezentowy chaos już prawie nie ma nic wspólnego z celebrowaniem mistycznej radości.
zaczekaj. jakie znowu "celebrowanie mistycznej radości"?
pierwsi chrześcijanie kumali to znacznie lepiej. Boże Narodzenie - bo właśnie o tych świętach mowa - było dla nich przede wszystkim mistyczną radością oczekiwania na powtórne przyjście Jezusa. to właśnie dlatego w pieśniach adwentowych pojawiło się słowo: maranatha! czyli przyjdź Panie! radość obdarowywania swych bliskich prezentami wynikała wprost z radości nadziei spotkania Zmartwychwstałego, który zasiada po prawicy Ojca i przyjdzie sądzić żywych i umarłych. 
na drugim dopiero miejscu w świętach Bożego Narodzenia rozważano i celebrowano mistyczną - czytaj duchową - radość z faktu Wcielenia Syna Bożego. 
szopki, choinka, wołek i osiołek przy żłóbeczku oraz tzw. jasełka pojawiły się znacznie później. za pośredniego autora szopkowo- jasełkowo-choinkowego stylu świąt Bożego Narodzenia uchodzi św. Franciszek, ale sens jego radości wynikający z nadziei powtórnego przyjścia Jezusa oraz zdumienie i zachwyt nad tajemnicą Wcielenia Słowa Bożego nie budzi zastrzeżeń chyba nikogo.
on słynął między innymi z tego, że przepełniony wzruszeniem i radością przytulał figurkę Dzieciątka Jezus. inny święty, Jan od Krzyża, nie mógł wysiedzieć z tej radości, chwytał żłóbek i tańczył.
jak to się ma do dzisiejszego tańca z ładnie opakowanymi pudełkami?
i proszę nie zrozumcie tego tak, że pogardzam tą cudowną atmosferą, spotkaniem przy stole z najbliższymi, czy przyjaciółmi, objadania się pysznymi przysmakami i oglądaniem w TV po raz setny "Kevin sam w domu" czy "Wigilijna opowieść"... jestem fanem tych świąt, jeśli tak można się wyrazić.
chcę tylko powiedzieć, że dzisiaj trzeba wielkiej determinacji i swoistego samozaparcia, żeby w wolności ducha celebrować mistyczną radość!

czwartek, 13 grudnia 2012

niczego więcej

jesteś kimś więcej
wszystko to za mało [ ] jesteś kimś więcej niż
niskobudżetowe słowa
nawet nie łaskoczą [ ] Królestwo nadchodzi
już fale dekoduje na znajome rysy
i blizny  
księżycowa antena chichocze [ ] siedzimy na wzgórzu
ulicy Skowrońskiego [ ] [ ] jak to jest że znów jesteśmy dziećmi [?]
całą wieczność tak możemy siedzieć
zanurzeni w obecność
jak to możliwe że nie pragniemy niczego więcej [?]